piątek, 15 lutego 2013

Masz cierpieć. Ty masz cierpieć, jak jeszcze nigdy nie cierpiałaś. Masz wyć z bólu.

Życie jest paradoksalne. Zwykle to ludzie z nim igrają. Tym razem ono igra ze mną. Bawi się mną  szarpie komórki, pluje na mózg, serce wykręca tak, że zamiast niego czuje, jak mi bije całe ciało.
 Senność, brak chęci działania, izolacja od ludzi, małomówność, samotność, uczucie braku akceptacji. Mądre książki określają to jako depresję. Ale równie dobrze z tych mądrych książek dowiedziałabym się, że mam raka trzustki lub co gorsza przeżyłam już zawał serca mimo że w 17 roku życia to raczej niemożliwe.
 Nie wiem co mi jest, dlaczego czuję się tak jak się czuję, a to cholernie nic miłego. Czasami ból jest tak silny, że z psychicznego zamienia się na fizyczny, a ja się zastanawiam czy to możliwe, czy tylko sobie to wmawiam? A może to ból psychiczny, lecz dobija mnie bardziej jak żaden inny. Czy dlatego ludzie się okaleczają  Bo to mniej boli? Można nim przygłuszyć to drugie, znienawidzone cierpienie?

piątek, 1 lutego 2013

Na początek krótko i chaotycznie.

   Bardzo trudno jest zacząć od początku, bo najpierw należałoby sobie obrać ten początek. Nie zgadzam się, że to zaczęło się wtedy, gdy byłam otoczona łożyskiem i przyczepiona do pępowiny. Chroniło mnie wszystko wokoło co mnie otaczało, pomagało mi żyć, urodzić się zdrowym bez upośledzeń umysłowych ani fizycznych. Teraz robię to sama i przyznaję, niezbyt mi to wychodzi.
 Mama mówiła, że byłam pięknym dzieckiem, z pucowatą buźką i ślicznymi okrągłymi oczkami. Ale chyba każda matka tak mówi, bo dzisiaj ja tych oznak śliczności nie dostrzegam. Całą sobą rozbijam wszystkie napotkane lusterka i ostrym drutem przebijam oczy ludzi zerkających na mnie. Czasem jednak wyobrażam sobie, że jestem w bajecznej krainie i siadam przed zwierciadłem, aby dostrzec swoje piękno. Mimo usilnych prób i wielkiej wyobraźni, nigdy nie ujrzałam w nim żadnej sex bomby. Ewentualnie ogromna Big Bombę, próbującą uśmiechać się kusząco, mrugając swoimi rzadkimi rzęsami, Nie wiem czy bardziej chcę uszczęśliwić tylko sama siebie, czy uszczęśliwić Jego oczy. Tak, jest i On. Książę z bajki na ogromnym białym koniu, który nawet nie podejrzewa, że jest natrętnie obserwowany przez chłopkę o której istnieniu nie ma pojęcia.
,,Charakter to największe złoto człowieka, jedynie on się liczy, wygląd stoi daleko w tyle bla bla bla...." Czasem nawet w niego wątpię. Bo jeżeli mieszczę się w normie paskudnego człowieka, lub człowieka niczym nie wyróżniającego się, to co mi pozostało?