piątek, 1 lutego 2013

Na początek krótko i chaotycznie.

   Bardzo trudno jest zacząć od początku, bo najpierw należałoby sobie obrać ten początek. Nie zgadzam się, że to zaczęło się wtedy, gdy byłam otoczona łożyskiem i przyczepiona do pępowiny. Chroniło mnie wszystko wokoło co mnie otaczało, pomagało mi żyć, urodzić się zdrowym bez upośledzeń umysłowych ani fizycznych. Teraz robię to sama i przyznaję, niezbyt mi to wychodzi.
 Mama mówiła, że byłam pięknym dzieckiem, z pucowatą buźką i ślicznymi okrągłymi oczkami. Ale chyba każda matka tak mówi, bo dzisiaj ja tych oznak śliczności nie dostrzegam. Całą sobą rozbijam wszystkie napotkane lusterka i ostrym drutem przebijam oczy ludzi zerkających na mnie. Czasem jednak wyobrażam sobie, że jestem w bajecznej krainie i siadam przed zwierciadłem, aby dostrzec swoje piękno. Mimo usilnych prób i wielkiej wyobraźni, nigdy nie ujrzałam w nim żadnej sex bomby. Ewentualnie ogromna Big Bombę, próbującą uśmiechać się kusząco, mrugając swoimi rzadkimi rzęsami, Nie wiem czy bardziej chcę uszczęśliwić tylko sama siebie, czy uszczęśliwić Jego oczy. Tak, jest i On. Książę z bajki na ogromnym białym koniu, który nawet nie podejrzewa, że jest natrętnie obserwowany przez chłopkę o której istnieniu nie ma pojęcia.
,,Charakter to największe złoto człowieka, jedynie on się liczy, wygląd stoi daleko w tyle bla bla bla...." Czasem nawet w niego wątpię. Bo jeżeli mieszczę się w normie paskudnego człowieka, lub człowieka niczym nie wyróżniającego się, to co mi pozostało?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz